Pokazywanie postów oznaczonych etykietą takie moje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą takie moje. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 stycznia 2014

Jestem, żyję...

No i jakby tu zacząć. Po ostatnim poście miałam już pojawiać się regularnie, ale jak widać niekoniecznie mi to wyszło. Cóż bez własnego komputera, bez aparatu, bez pomysłu i samozaparcia wszystko utknęło w martwym punkcie. Sporo się u mnie pozmieniało i w tym moim małym szaleństwie zniknęła to coś, co pchało mnie do pisania, fotografowania i dzielenia się z Wami moimi odczuciami na temat...głównie kosmetyków. Coś pękło i się ulotniło. Na szczęście udało mi się zebrać do przysłowiowej kupy i znów tu jestem. Wierzcie mi potrzebowałam sporo czasu, żeby się tu zalogować...podejść miałam mnóstwo i każde zakończone niepowodzeniem, jakiś wewnętrzny głos krzyczał, że to wszystko nie ma sensu.

Fakt, moja sympatia do bloga na chwilę odeszła, nie podoba mi się jak on wygląda, wiele rzeczy, które kiedyś stworzyłam teraz bym wywaliła bez mrugnięcia okiem. Sama nazwa mi przeszkadza i jak tylko dorobię się własnego lapcia to moje wirtualne królestwo przejdzie metamorfozę, żeby mnie tak nie drażnić ;) Mimo wszystko jestem, żyję i przez kolejne dni będę pisać. Nie tylko dlatego, że mam kilka spraw, które muszę zamknąć, ale w końcu czuję, że mi tego brakowało. Kosmetyki, niby banał, ale w jakiś dziwny sposób pisanie o nich sprawia mi radochę. Nigdy nie będę specem i autorytetem w tej dziedzinie to wiem, ale jakiś wewnętrzny głosik szepcze mi, że wcale nie muszę. Trochę się tu pozmienia w najbliższych miesiącach, trochę rozszerzy się tematyka, będzie inaczej - taką mam przynajmniej nadzieję. Co czas przyniesie - zobaczymy. Na chwilę obecną mogę napisać, że czeka Was sporo notek o kosmetykach Eveline, wszak dużo ich dostałam jakiś czas temu. Najbliższy tydzień ogłaszam tygodniem Eveline, a później pochwalę się Wam moim "chłopakiem" i notką o tym jak chciałam kupić pędzle do makijażu a ostatecznie nabyłam coś kompletnie innego...może być zabawnie ;)

sobota, 7 grudnia 2013

Mikołajkowa paka - czyli Mikołajki z Hexx.

 
Kiedy pojawił się pomysł wymiankowych paczek na Mikołajki na blogu Hexx bardzo się ucieszyłam. Niezwykle przyjemny pomysł no i możliwość zrobienia innej osobie niespodzianki - uwielbiam takie akcje. Odbyło się losowanie, zakup prezentu i pozostało nic innego jak wypatrywać św. Mikiego z worem prezentów. Moim Mikim okazałą się Justyna - Czarnatrusawkaa. Ciekawi co znalazło się w mojej paczce-niespodziance?
 Piękna mikołajkowa torba, pachnąca niesamowicie, a w środku...
Trzy perełki do kąpieli, piękna i jakże apetyczna kremowa babeczka Szalony Róż - umilacz kąpielowy. Lubię tego typu produkty i już się nie mogę doczekać kąpieli :P Może nawet przekonam się do różanego aromatu, kto wie.
Krem pod oczy Rival de Loop do cery suchej. Pomimo tego, że cery suchej nie posiadam krem wykorzystam, bo mam słabość do tego typu produktów. Akurat kończy mi się inny Rival, więc dobrze się złożyło.
A także ręcznie robione mydło glicerynowe w kształcie porcji tortu. Długo zastanawiałam się czy uwzględniać do tego elementu prezentu komentarz czy też nie. Nie chcę nikomu zrobić przykrości dlatego napiszę tylko, iż mydełko niebawem znajdzie nowy dom - gdzie z pewnością zostanie docenione ;) Trochę szkoda, że moja mikołajkowa zakładka nie została przeczytana...mówi się trudno. 

Chciałam Wam pokazać co Czarnatrusawkaa otrzymała ode mnie. Niestety jeszcze nie zamieściła posta mikołajkowego, dlatego fota będzie mojego autorstwa...zrobiona na szybko przed zapakowaniem i wysłaniem.

Przepraszam za jakość zdjęć. Wiedziałam, że coś niezbyt dobrego dzieje się z moim aparatem - po tej sesji wyzionął ducha - sesja Mikołajkowa była ostatnią jaką zrobił - co niestety widać po fotach :/
 
Akcja fantastyczna. Wielki ukłon w stronę Hexx że chciało jej się to wszystko nadzorować! :) Czy wezmę udział w kolejnej takiej akcji? Nie chcę na gorąco o tym pisać, na szczęście na przemyślenie tego tematu mam cały rok, więc to się okaże! :)

Post usprawiedliwiający moją nieobecność pojawi się pewnie za jakiś czas. Jeszcze kilka spraw muszę sobie poukładać...no i mam nadzieję, że w najbliższych dniach w końcu będę miała warunki do pisania...w ogóle do tego, żeby spędzić kilka chwil przed komputerem na spokojnie. 

A teraz znikam i życzę Wam udanej soboty! :)

sobota, 28 września 2013

Udane zakupy? Nie tym razem!

Jak wczoraj wspomniałam wybrałam się na Magiczną Noc Zakupów...co mi strzeliło do głowy to nie wiem. Właściwie to wiem...chęć posiadania pewnej pomadki tak zalała mi wszystkie komórki w mózgu, że kompletnie przestałam myśleć racjonalnie. CHORE!

Oto ja Antonina Guzik - osoba, która nie znosi tłumów, przeciskania się między ludźmi, wielkiego hałasu i kolejek do kasy - wylądowałam w centrum handlowym wypełnionym po brzegi osobnikami mojego gatunku. Od niemalże noworodków w wózkach, poprzez dzieci w wieku przedszkolnym, szkolnym, studentów, tak zwanych "dorosłych", aż po babcie...wszyscy chcieli skorzystać z promocji.

Szaleństwo? W moim przypadku TAK! Unikam takich spędów jak ognia, nie odnajduję się w takich akcjach i tyle. Ale co tam...przecież miałam kupić pomadkę - moje ogromne marzenie...przecież bez niej nie mogłabym funkcjonować...to nic, że po ostatnich obliczeniach mazideł koloryzujących do ust mam ponad 30! :P

Wyciągnęłam moją sis i ruszyłyśmy...i powiem Wam szczerze, że nigdy więcej nie ruszę dupska na jakieś nocne zakupy, które są ograniczone czasowo. Tłum, kolejki, gwar, niemalże łamanie kości ;) Jeżeli należycie do osób, które odnajdują się w takich sytuacjach...chylę czoła i podziwiam :)

Na liście moich zakupów było kilka rzeczy:
  • pomadka Color Boost w kolorze Peach on the Beach
  • perfumy Beyonce Pulse NYC
  • pianka do mycia twarzy Lirene
  • spodnie
  • sweter
  • buciki
A teraz popatrzcie z czym wróciłam...dodam tylko, że to był jedyny zakup jaki zrobiłyśmy ;)
Z tego miejsca pragnę podziękować pewnej blogerce i banglowiczce zarazem. Gdyby nie IKA z pewnością nie miałabym pojęcia o istnieniu kolekcji Kids w salonach Apart. A tak mam piękne kolczyki, które od razu wskoczyły na moje uszy :) Ikuś dziękuję! :)
Dzieciak ze mnie? I to jeszcze jaki :D

Dlaczego nie kupiłam nic z mojej listy zakupów?
  • perfumy ze zniżką kosztowały więcej niż dzień wcześniej bez zniżki;
  • spośród 10 pomadek Color Boost w kolorze 04 wszystkie nadawały się na testery - kolejka po dwie, które nadawały się do kupna była tak długa, że spokojnie spędziłabym w niej min. 60 minut;
  • spodnie i sweter, które mnie interesowały zniknęły ze sklepu...dzień wcześniej były i się zmyły...
  • ostatecznie patrząc na kolejkę do kasy zrezygnowałam z szukania pianki do mycia buźki;
  • buciki owszem były, ale mój rozmiar już nie - a to peszek :P
Do osób, które mają problem z oczami i nie widzą naklejek "tester" na produktach; do tych, którzy otwierają wszystkie możliwe pomadki/tusze/cienie i wsadzają tam swój nos/palec/usta/cokolwiek: będziecie się smażyć w kosmetycznym piekle! Nie chce mi się więcej na ten temat pisać. Jestem zażenowana i mocno zniesmaczona takim zachowaniem.

A wiecie co jest najgorsze? Dziś nadrabiając internetowe zaległości dotarło do mnie, że za tydzień jest Szaleństwo Zakupów...może wtedy uda mi się kupić chociaż buty i spodnie...oby :D

wtorek, 24 września 2013

...

Oto powróciłam po całkiem długiej przerwie. Coś mi się wydaje, że lato nie jest najszczęśliwszą porą roku dla mnie jeśli chodzi o tworzenie tego wirtualnego domostwa. Różne rzeczy się wydarzyły i czy tego chciałam czy nie, nie bardzo mogłam się w pełni oddać pisaniu. Ale wraz z pojawieniem się pierwszych kolorowych liści na moim trawniku postanowiłam powrócić. Teraz można sobie spokojnie usiąść w fotelu (no dobra, nie mam fotela), więc na łóżku z kubkiem aromatycznej, gorącej herbaty i w pełni oddać się wieczorową porą pisaniu. Piękna wizja, zobaczymy co z tego wyjdzie.
 
Nie ukrywam, że mobilizujące są dla mnie zaległe opinie, które powinnam jak najszybciej stworzyć i pokazać światu, ale także fakt, iż odzyskałam mój kochany aparacik! Tak, ten cudowny wynalazek, który został zalany podczas ostatniej kolonii po 1,5 miesięcznym leżakowaniu ozdrowiał i stwierdził, że będzie mi dzielnie służyć jeszcze przez jakiś czas. Nie ukrywam, że bardzo się cieszę, bo tworzenie bloga bez możliwości robienia i publikowania zdjęć to dla mnie czarna magia. Ponadto odnalazłam kartę pamięci, na której miałam zdjęcia wykonane na początku wakacji, dzięki czemu nie będę musiała robić zdjęć pogiętym tubkom i kremom, które są już na wykończeniu ;) Co również mnie cieszy :D
 
O czym będzie w najbliższym czasie? Trochę lakierów mi się nazbierało, więc trzeba będzie je pokazać, ale część może w późniejszym czasie, moje pazury teraz wyglądają...yyy...kiepsko:( Będzie sporo szminek, które stały się moją wakacyjną obsesją i uzależnieniem - plus ranking pomadek nabłyszczających, których mam...blisko 20 kolorów! Do tego krem Bandi, który wykończyłam wraz z wakacjami, kilka balsamów, które uratowały mi życie, kremiki do buźki, chłodzące cuda pod oczy, 3 tusze do rzęs...o rany, tyle tego, że nie wiem od czego zacząć :P  Wieczorkiem wrzucę tu Sówkę - mam nadzieję, że nic nie pomiesza mi planów :P
 
A teraz życzę udanego popołudnia! Idę po herbę i do pisania...ależ mi tego brakowało! :)

piątek, 16 sierpnia 2013

...powrót...

Nie pamiętam kiedy tu ostatnio byłam. Porzuciłam moje wirtualne domostwo na rzecz kolonijnych podróży. Tak, zaliczyłam dwa turnusy - jeden na Mazurach (wolałabym o nim jak najszybciej zapomnieć) i drugi w Górach Świętokrzyskich (ten turnus mógłby trwać cały rok). I nie chodzi mi tu o dzieciaki...wierzcie mi, tak wspaniałych młodych ludzi jeszcze nie spotkałam na swojej drodze - obcowanie z nimi to była czysta przyjemność. Jak zwykle trochę zawinili "mądrzy" dorośli...ale nie chce się na ten temat rozpisywać. Odcięta od internetu i cywilizacji po prostu starałam się świetnie bawić. I całkiem dobrze mi to wyszło ;)

Wszystko co dobre szybko się kończy i po powrocie staram się na nowo odnaleźć w moim tak zwanym życiu. Jakby nie patrzeć blog jest jego częścią - tym samym staram się go trochę odgruzować. Nie będzie łatwo to wiem na 100%. Zaległości sobie narobiłam, a do tego zdjęcia moim aparatem mogę robić tylko w ciemno...tak, po zalaniu mojego dziecka wodą wyświetlacz przestał mi działać...ciekawa jestem czy można to jakoś naprawić. W najgorszym wypadku będę cykać w ciemno...zobaczymy czy mam fotograficzne oko i czy mnie krew nie zaleje przy próbach robienia takich zdjęć ;)

To tak tytułem wstępu...jak uda mi się coś cyknąć to pojawi się notka o cudownościach, które dotarły do mnie w okresie lipiec-sierpień...nie było tego jakoś niesamowicie dużo, ale za to wszystko idealnie dopasowane i wyczekane :)

A teraz kilka fotek z wyjazdów...nie mam zbyt wiele widoczków...skupiłam się na twarzach dzieciaków...o tak, fotografowanie młodych ludzi to niesamowite wyzwanie i ogromna satysfakcja :)

Na koniec moja jakże niezgrabna łapa...dobrze, że nie widać do jakiego stanu doprowadziłam pazury...bez komentarze ;)
Na dziś to tyle...jutro mam nadzieję coś się pojawi, ale może być różnie ;) Przydałoby się także nadrobić zaległości na Waszych blogach...dam radę - trochę mi to zajmie, ale będzie cacy. Musi być :P

poniedziałek, 8 lipca 2013

Takie moje...przerwa.

 Wiem, nie było mnie przez kilka dni. Wybyłam na Mazury i cieszyłam się otoczeniem, pogodą, towarzystwem. Przed wyjazdem miałam silne postanowienie zaglądać do Was i coś tu u mnie publikować, ale na planach się zakończyło. Mając do wyboru spacer po mazurskich łąkach i siedzenie przy lapciu...wybaczcie wybrałam to pierwsze :) Tak, Mazury kocham całym moim serduchem, na dodatek wybrałam się do miejsca, gdzie spędzałam wakacje w dzieciństwie - ach te wspomnienia i sentyment :)

Mam dla Was kilka zdjęć, które udało mi się wykonać podczas mojego leniwego, przedłużonego weekendu. To tak na szybko, bo fotek jak zwykle zrobiłam dużo...za dużo :P
Było fantastycznie i chętnie wróciłabym na Mazury już dziś. Ale...dziś nie jest to wykonalne, natomiast jutro już tak :) Do 22 lipca zawieszam działanie bloga i poświęcam całą moją uwagę grupie dzieciaków, z którymi spędzę kolonie :) Już się nie mogę doczekać.

Tym samym życzę Wam udanego lipca, odpoczywajcie, nie przepracujcie się i zaglądajcie czasem do mnie, może jakieś starsze wpisy wpadną Wam w oko :) A teraz znikam się pakować (wrrr...jak ja tego nie lubię ;) ).

poniedziałek, 10 czerwca 2013

...powrót...

Musiałam zrobić sobie przerwę. Tak, po prostu, żeby pewne sprawy w moim życiu  ułożyć. Ciągła walka myśli w mojej głowie doprowadziła do sytuacji, w której po prostu się rozleciałam na kawałeczki. Tak już mam, że w pewnym momencie wycofuję się i znikam. Zaszywam się w czeluściach mojego pokoju i zbieram elementy układanki zwanej moim życiem starając się je jakoś do siebie dopasować.

Przerwa blogowa trwała 9 dni i chyba już wystarczy ;) Nie, nie ułożyłam sobie wszystkiego w głowie. Nie, moje życie nie jest usłane różami. Nie, moja głowa nie jest wolna od myśli. ALE uznałam, że nie wytrzymam dłużej bez pisania, nawet wydawać by się mogło o tak banalnym temacie jak kosmetyki.
Zaległości urosły niesamowicie, ale szczerze jakoś mnie to nie zraża ;) Podczas tej przerwy uświadomiłam sobie jedną ważną sprawę, która odnosi się ogólnie do mojego życia, a przy okazji do pisania tu. Ja nie muszę, po prostu mogę coś robić/nie robić/pisać/nie pisać. Nikt chyba nie lubi musieć, cóż ja potrzebowałam to sobie poważnie uświadomić i przekonać samą siebie, że nie muszę, a mogę :)

Od razu mi się lżej na serducho zrobiło. Mogłabym dodać zdanie, które ostatnio powtarzam milion razy dziennie: "ograniczenia i limity nie interesują mnie" - uwielbiam reklamy nju mobile, są tak "od czapy", że nie jestem w stanie odwrócić oczu jak to żółte "cóś" pojawia się na ekranie mojego tv. A to akurat zdanie jest bardzo trafione :)

I tym akcentem kończę dzisiejszą notkę. Jutro powrót tematów kosmetycznych ;) A w bonusie kilka zwykłych fotek, które ostatnio wyszły spod mojej ręki :)

Życzę wszystkim udanego wieczoru! :)

wtorek, 28 maja 2013

Tolusia.

Miało być dziś pozytywnie, a ponieważ mój humor wraz z pogodą ostatnio wariuje to postanowiłam na chwilę odejść od kosmetycznego światka i skupić się na tym, co również mnie uszczęśliwia - moja kicia, dzięki której nie mogę się nudzić - Tolusia.

niedziela, 21 kwietnia 2013

Misz masz...czyli co można znaleźć szukając konkretnych zdjęć :)

Ilekroć zabieram się za robienie porządku w zdjęciach, na dyskach przenośnych, folderach itp. to nic z tego nie wychodzi. Dziś szukałam folderu z około 200 zdjęciami, które zrobiłam jakoś na początku marca. Udało mi się złapać słoneczny dzień i wykorzystałam go na maxa. Co z  tego jak po kilku dniach zapomniałam, gdzie jest ów folder i większość produktowych zdjęć robiłam od nowa tym razem bez słońca ;) Ale do rzeczy...w końcu znalazłam folder, a przy okazji kilka innych z ciekawą zawartością. Naszło mnie na wspominki i oto jest dzisiejsza notka, wypełniona zdjęciami...

piątek, 15 marca 2013

Dzień Hiacynta...

Od kilkunastu lat co roku 15 marca odbywa się dzień Hiacynta. Ot, taka moja mała fanaberia. W tym dniu przychodzą do mnie te cudownie pachnące kwiaty, które po prostu uwielbiam. Najpierw cieszą oko i nos podczas rozkwitania w domu, a wiosną otrzymują przydział na swoje mieszkanko w moim ogródku. Dzięki temu mogę się cieszyć ich cudnym widokiem i zapachem o wiele dłużej. A że przy okazji w ogródku kwiaty się rozmnażają...cóż siła natury...dzięki temu z rokuna rok  jest ich coraz więcej :D

wtorek, 19 lutego 2013

W końcu jest :)

Przymierzałam się do stworzenia zakładki "wymiana" od dłuższego czasu i w końcu się udało :D Chwilowo skupiłam się głównie na lakierach, bo robię porządki w mojej kolekcji. W większości są to używane przeze mnie produkty, ale można też znaleźć coś nowego - kompletnie nietrafione prezenty ;) Mam nadzieję, że coś dla siebie znajdziecie. Zapraszam o TU :) A ja idę się rozejrzeć nad innymi kosmetykami, które mogę tam wrzucić :)

czwartek, 14 lutego 2013

Walentynki.

No i nastał dzień serduszek. Święto koloru czerwonego i różowego. Sprzedawcy kwiatów i słodyczy dziś z pewnością zarobią. Sama nie wiem jak ugryźć to "święto". Kiedyś na samą myśl miałam dreszcze i na widok baloników w kształcie czerwonych serduszek para uchodziła mi uszami. Komercyjne święto. Jakby w ciągu 365 dni w roku tylko 14 luty był tym wyjątkowym, wypełnionym miłością do drugiego człowieka. Ech...jak tylko mogłam nie wychodziłam wówczas do ludzi. Tak z przekory. A dziś? Dziś nadal nie uważam, żeby to był jakiś szczególny dzień w roku. Jednak przestałam się "buntować", każdy dzień w końcu jest dobry na odrobinę miłości. A do tego ostatnio polubiłam różowy kolor, moje argumenty znikają :D