Tydzień mnie nie było...bo mi się nie chciało. Klasyczny leń połączony z nową pracą, nowymi obowiązkami, późnymi powrotami do domu i ograniczonym dostępem do netu. Dziś na luzaku pokażę na co ostatnio przepuściłam kasę. No tak, szaleństwo wszelakich zakupów dopadło i mnie.
Bomb Cosmetics chodziło za mną od pewnego czasu. Lubię jak mazidła do ciała pachną, a ananasowy aromat uwielbiam! No to przygarnęłam ananasowe masło do ciała, a przy okazji myjące masło pod prysznic z mandarynką i czerwoną pomarańczą - obydwa produkty pachną obłędnie pięknie. Mam jeszcze smaka na peeling o zapachu mango...cudowny aromat. Każde cudeńko to koszt prawie 40 zł (dobrze, że -20% trochę obniżyło tą kwotę). A do tego babeczka truskawkowo-bananowa na poprawę humoru ;)
Deser kakaowy na 4 kąpiele wersja czekoladowa - nie mogłam się zdecydować, ale uznałam, że czekolada na jesień jest idealna. O tak, lubię wszelkie kąpielowe umilacze :)
4 woski Yankee Candle: Spiced Orange, Paradise Spice, Fireside Treats i Merry Marshmallow...tym razem aromaty słodkie i trochę pikantne. Jak widać ostatni wosk już zaczęty...i powiem tak...pachnie cudnie, ale trzeba uważa, bo potrafi być duszący i przytłaczający tą słodyczą.
Jak widać Tolusia również nie może wyjść z podziwu jak pięknie pachnie czekoladowa babeczka.
Pianka do mycia twarzy....tak właśnie to ją chciałam kupić podczas nocy zakupów w Blue. Dopadłam ją później. A do tego mini mgiełka zakupiona chyba za 6,99 zł w Hebe. Poręczna, cudnie pachnie, idealna do torebki. Ocho....zapomniałam uchwycić na fotce mój pierwszy piaskowy lakier jaki również zakupiłam. Padło na My secret 172 Blue Sparks. O nim będzie niebawem notka pokazowa.
Pewnie nie zwróciłabym uwagi na te szampony, gdyby nie koleżanki z serwisu bangla.pl. Z okazji tego, że zaczęły się pojawiać fotki tych szamponów w serwisie postanowiłam też kupić. Z drugiej strony mój obecny szampon jest na wykończeniu, więc idealnie się składa. Ja kupiłam 2 butelki i na 2 kolejne naciągnęłam sis. Każda flaszka kosztuje 5,99 zł. Można wybrać spośród: szampon odżywczy i rewitalizujący, zwiększający objętość, nadający połysk i przeciwłupieżowy. Najładniej pachnie ten dodający objętości...a reszta tak sobie. Etykiety są piękne, ale nie odzwierciedlają aromatów ukrytych w środku...trochę szkoda.
A do tego jeszcze 3 ręcznie robione musujące kule do kąpieli...ładnie pachną, każda kosztuje 3,99 zł. Ciekawa jestem jak się sprawdzą w praktyce...ale dziwnie jestem dobrej myśli. Przygarnęłam z woskiem pszczelim (cudownie pachnie!), z suszem herbaciany i z kwiatami rumianku, dostępna jest również z płatkami róży, ale ja z tym aromatem nie przepadam, więc sobie darowałam. Sprawdziłam już kulę z herbatą i jest świetna! Przyjemny relaks w wannie, cudowny aromat i lekkie natłuszczenie skóry.
A to już prezenty, które otrzymałam na cotygodniowym spotkaniu warszawskich kumpelek ;) Taki mały żarcik :D Moja kumpela znów robiła u siebie porządki i przekazała mi te cudeńka...większość to nówki kupione pod wpływem "chwili". Ciekawa jestem wszystkiego...no może poza pomarańczowym lakierem...on pewnie wyląduje w "wymiance" jak tylko znajdę czas, żeby zrobić aktualizację...coś czuję, że Inglot również tam trafi.
Ale ale...to nie wszystko. Lakierowe szaleństwo również mnie dopadło...jak tylko wykonam foty moich nowych (i mniej nowych, ale jeszcze nie pokazanych tu) okazów to się pochwalę ;) A teraz życzę udanego sobotniego wieczoru!
Konto wyczyszczone, a zachcianek mam jeszcze kilka...do końca miesiąca daleko. Czas poszukać dodatkowego etatu :P
