Jak wczoraj wspomniałam wybrałam się na Magiczną Noc Zakupów...co mi strzeliło do głowy to nie wiem. Właściwie to wiem...chęć posiadania pewnej pomadki tak zalała mi wszystkie komórki w mózgu, że kompletnie przestałam myśleć racjonalnie. CHORE!
Oto ja Antonina Guzik - osoba, która nie znosi tłumów, przeciskania się między ludźmi, wielkiego hałasu i kolejek do kasy - wylądowałam w centrum handlowym wypełnionym po brzegi osobnikami mojego gatunku. Od niemalże noworodków w wózkach, poprzez dzieci w wieku przedszkolnym, szkolnym, studentów, tak zwanych "dorosłych", aż po babcie...wszyscy chcieli skorzystać z promocji.
Szaleństwo? W moim przypadku TAK! Unikam takich spędów jak ognia, nie odnajduję się w takich akcjach i tyle. Ale co tam...przecież miałam kupić pomadkę - moje ogromne marzenie...przecież bez niej nie mogłabym funkcjonować...to nic, że po ostatnich obliczeniach mazideł koloryzujących do ust mam ponad 30! :P
Wyciągnęłam moją sis i ruszyłyśmy...i powiem Wam szczerze, że nigdy więcej nie ruszę dupska na jakieś nocne zakupy, które są ograniczone czasowo. Tłum, kolejki, gwar, niemalże łamanie kości ;) Jeżeli należycie do osób, które odnajdują się w takich sytuacjach...chylę czoła i podziwiam :)
Na liście moich zakupów było kilka rzeczy:
pomadka Color Boost w kolorze Peach on the Beach
perfumy Beyonce Pulse NYC
pianka do mycia twarzy Lirene
spodnie
sweter
buciki
A teraz popatrzcie z czym wróciłam...dodam tylko, że to był jedyny zakup jaki zrobiłyśmy ;)
Z tego miejsca pragnę podziękować pewnej blogerce i banglowiczce zarazem. Gdyby nie IKA z pewnością nie miałabym pojęcia o istnieniu kolekcji Kids w salonach Apart. A tak mam piękne kolczyki, które od razu wskoczyły na moje uszy :) Ikuś dziękuję! :)
Dzieciak ze mnie? I to jeszcze jaki :D
Dlaczego nie kupiłam nic z mojej listy zakupów?
perfumy ze zniżką kosztowały więcej niż dzień wcześniej bez zniżki;
spośród 10 pomadek Color Boost w kolorze 04 wszystkie nadawały się na testery - kolejka po dwie, które nadawały się do kupna była tak długa, że spokojnie spędziłabym w niej min. 60 minut;
spodnie i sweter, które mnie interesowały zniknęły ze sklepu...dzień wcześniej były i się zmyły...
ostatecznie patrząc na kolejkę do kasy zrezygnowałam z szukania pianki do mycia buźki;
buciki owszem były, ale mój rozmiar już nie - a to peszek :P
Do osób, które mają problem z oczami i nie widzą naklejek "tester" na produktach; do tych, którzy otwierają wszystkie możliwe pomadki/tusze/cienie i wsadzają tam swój nos/palec/usta/cokolwiek: będziecie się smażyć w kosmetycznym piekle! Nie chce mi się więcej na ten temat pisać. Jestem zażenowana i mocno zniesmaczona takim zachowaniem.
A wiecie co jest najgorsze? Dziś nadrabiając internetowe zaległości dotarło do mnie, że za tydzień jest Szaleństwo Zakupów...może wtedy uda mi się kupić chociaż buty i spodnie...oby :D