Nie ma co ukrywać złoto nigdy nie należało do "moich" kolorów. Fakt, jako dziecko uznawana byłam za "srokę" uwielbiałam wszelkie świecidełka. Mogłam godzinami przyglądać się biżuterii ciotek i wzdychać jakie ich pierścionki/bransoletki/wisiorki/kolczyki były piękne. To trwało chyba do 3 klasy podstawówki. Później złotem po prostu gardziłam. Teraz nie przeszkadza mi ten kolor u innych, ale na sobie jakoś go nie widzę. Zarówno jeśli chodzi o ciuchy, biżuterię czy też kosmetyki. Jakiś czas temu otrzymałam "prezent" od koleżanki - błyszczyk Multicolor Diamonds Golden Rose w kolorze...złota. I dziś kilka słów o nim ;)
czwartek, 26 września 2013
środa, 25 września 2013
HexxBOX – Poznaj i testuj z 1001pasji! - Barry M. Peach Melba.

Ponad pół roku temu pewna niezwykle sympatyczna blogerka zwana Hexxaną uradowała moje serducho paczuszką w ramach HexxBox, w skład której weszły trzy piękności od Barry M. Od tego czasu dzisiejszy bohater gościł na moich pazurach przynajmniej 12 razy - nie ma co ukrywać Peach Melba to kolor idealny na wiosnę i lato. O ile kolor prezentowałam już na moim blogu jakiś czas temu o TU, tak dopiero teraz w pełni wypowiem się na temat mojego brzoskwiniowego Barrego. Zapraszam.
wtorek, 24 września 2013
"Ma miłość się ukrywa bo jest sową".
"W dzień gdy najsilniejsza światła moc, ma miłość się ukrywa bo jest sową" - nic na to nie poradzę ilekroć jest mowa o sowie to przypomina mi się piosenka Hey. Swego czasu mocno słuchałam tego zespołu, a teksty Nosowskiej uważam za jedne z lepszych. Na dobrą sprawę teraz dobrych, dających do myślenia tekstów trzeba szukać niemal ze świecą. Takie czasy - sama łapię się na tym, że muzyka wpada mi w ucho, a dopiero później rozwalam tekst na kawałki i jestem mocno zaskoczona jakie głupoty podśpiewuję ;) No dobra, ale dziś nie o tym, dziś o sówce, która przyleciała do mnie na urodziny, więc już jakiś czas temu :)
...
Oto powróciłam po całkiem długiej przerwie. Coś mi się wydaje, że lato nie jest najszczęśliwszą porą roku dla mnie jeśli chodzi o tworzenie tego wirtualnego domostwa. Różne rzeczy się wydarzyły i czy tego chciałam czy nie, nie bardzo mogłam się w pełni oddać pisaniu. Ale wraz z pojawieniem się pierwszych kolorowych liści na moim trawniku postanowiłam powrócić. Teraz można sobie spokojnie usiąść w fotelu (no dobra, nie mam fotela), więc na łóżku z kubkiem aromatycznej, gorącej herbaty i w pełni oddać się wieczorową porą pisaniu. Piękna wizja, zobaczymy co z tego wyjdzie.
Nie ukrywam, że mobilizujące są dla mnie zaległe opinie, które powinnam jak najszybciej stworzyć i pokazać światu, ale także fakt, iż odzyskałam mój kochany aparacik! Tak, ten cudowny wynalazek, który został zalany podczas ostatniej kolonii po 1,5 miesięcznym leżakowaniu ozdrowiał i stwierdził, że będzie mi dzielnie służyć jeszcze przez jakiś czas. Nie ukrywam, że bardzo się cieszę, bo tworzenie bloga bez możliwości robienia i publikowania zdjęć to dla mnie czarna magia. Ponadto odnalazłam kartę pamięci, na której miałam zdjęcia wykonane na początku wakacji, dzięki czemu nie będę musiała robić zdjęć pogiętym tubkom i kremom, które są już na wykończeniu ;) Co również mnie cieszy :D
O czym będzie w najbliższym czasie? Trochę lakierów mi się nazbierało, więc trzeba będzie je pokazać, ale część może w późniejszym czasie, moje pazury teraz wyglądają...yyy...kiepsko:( Będzie sporo szminek, które stały się moją wakacyjną obsesją i uzależnieniem - plus ranking pomadek nabłyszczających, których mam...blisko 20 kolorów! Do tego krem Bandi, który wykończyłam wraz z wakacjami, kilka balsamów, które uratowały mi życie, kremiki do buźki, chłodzące cuda pod oczy, 3 tusze do rzęs...o rany, tyle tego, że nie wiem od czego zacząć :P Wieczorkiem wrzucę tu Sówkę - mam nadzieję, że nic nie pomiesza mi planów :P
A teraz życzę udanego popołudnia! Idę po herbę i do pisania...ależ mi tego brakowało! :)
środa, 21 sierpnia 2013
Czekoladowy balsam do ust, Ziaja.
Czas na jedną z zaległych notek (do której miałam zrobione zdjęcia wcześniej). Bohaterem jest czekoladowy balsam do ust firmy Ziaja. Kupiony wiosną, wykończony nie tak dawno. O ile cenię sobie produkty kąpielowo-prysznicowe tej firmy tak o tym produkcie nie mam zbyt wiele do powiedzenia/napisania. Wiem, że linia masło kakaowe ma wielu swoich zwolenników...ja po tym produkcie niekoniecznie mam ochotę na więcej.
poniedziałek, 19 sierpnia 2013
Co do mnie dotarło, gdy mnie nie było...
Ile się narobiłam, żeby pokazać Wam "cudowności", które do mnie dotarły od lipca wiem tylko ja. Jedno jest pewne...robienie zdjęć w ciemno aparatem bez działającego wyświetlacza to katorga. Nikomu nie życzę! Dobrze, że przez przypadek wpadłam na folder ze zdjęciami kosmetyków, których jeszcze nie opisałam. Jest szansa, że teraz nadrobię te zaległości...bo bawić się w dalsze robienie zdjęć w ciemno nie zamierzam...to nie na moje nerwy ;)
Co do przesyłek, po pierwsze dotarły do mnie dwa pojemniczki Flodomaxu...tak, pewnie niektórym z Was pojemniczek wydaje się znajomy...Sudomax zmienił nazwę właśnie na Flodomax...ale o tym jeszcze będzie na moim blogu.
Po drugie cudowna paczusia z kosmetykami Tołpy. Ta marka wyjątkowo mi pasuje, więc radość ogromna. Tym razem otrzymałam Tołpa dermo body, cellulite Ekspresowe serum antycellulitowe 14 dni, Tołpa dermo body, nova Odnawiające mleczko regenerujące. A do tego świetna seria Tołpa dermo face rosacal z przeznaczeniem dla mojej mamy i siostry (chociaż ja pewnie też w tym dzioba umoczę). Łagodzący krem wzmacniający lekki i bogaty, regenerujący krem wzmacniający na noc, łagodzący koncentrat wzmacniający (który już miałam okazję wypróbować i opisać TU) i maska-opatrunek wzmacniająco-łagodząca na twarz, szyję i dekolt.
Kolejna przesyłka to duże zaskoczenie...zostałam wybrana przez Sample City do testowania zestawu kosmetyków Uroda Melisa. Cieszę się jak dziecko, bo nie spodziewałam się tego i od dłuższego czasu przeglądając gazety i widząc reklamy tych kosmetyków po prostu miałam na nie ochotę. W zestawie: krem silnie nawilżający do cery delikatnej, krem przeciwzmarszczkowy na dzień do cery delikatnej, płyn micelarny i balsam do ciała. Po pierwszym kontakcie mogę zdradzić, że te produkty pięknie pachną, a balsam wchłania się ekspresowo.
I następna przesyłka...nawilżający balsam do ciała Evitte w moim ulubionym zapachu od portalu Esentia. Jak tylko odzyskam możliwość robienia zdjęć to pojawią się 3 opinie o kosmetykach, które już dość dawno otrzymałam od Esentii...są już wystarczająco przetestowanaeprzeze mnie, żeby w końcu ukazać światu moje opinie na ich temat. O balsamie też mam już wyrobioną opinię, bo zabrałam go na 2. turnus kolonii ;)
No i moja cudowna, wyczekana paczuszka z pomadkami nawilżającymi. Usta to chyba jedyny fragment mojej buźki, który lubię eksponować. Pomadki nabłyszczające ostatnimi czasy wręcz pokochałam. Na zdjęciach widocznych jest 8 pomadek, różnych marek, w różnych kolorach. Trochę je potestuję i porównam...część z nich już znam, reszta jest dla mnie kompletną nowością. Do gromadki 8 pomadek z pewnością dorzucę jeszcze 5-6 moich prywatnych, z którymi znam się już długo. Sama jestem ciekawa co wyjdzie z takiego porównania. Sukcesywnie będę pokazywać Wam kolorki na ustach - ale najpierw muszę zdobyć działający sprzęt ;) Musicie się uzbroić w cierpliwość...tak jak i ja ;)
Dokładnie dostałam:Rimmel Moisture Renew w kolorze 230 Coral Garden
Bell Glam&Sexy w kolorze 45
Catrice Ultimate Shine w kolorze 010 Good Nudes (z tym kolorem będzie jazda, już to czuję)
Essence w kolorze 57 More to Love
Maybelline Color Sensational w kolorze 165 Pink Hurricane
Wibo Elixir w kolorze 04
Miss Sporty Perfect Colour w kolorze 021 Spiced Rum
Loreal Rouge Caresse w kolorze 103 Sweet Berry
Całą Tołpę, Flodomax i gromadkę pomadek do testów otrzymałam od serwisu bangla.pl w ramach współpracy z Klubem Kejt.
piątek, 16 sierpnia 2013
...powrót...
Nie pamiętam kiedy tu ostatnio byłam. Porzuciłam moje wirtualne domostwo na rzecz kolonijnych podróży. Tak, zaliczyłam dwa turnusy - jeden na Mazurach (wolałabym o nim jak najszybciej zapomnieć) i drugi w Górach Świętokrzyskich (ten turnus mógłby trwać cały rok). I nie chodzi mi tu o dzieciaki...wierzcie mi, tak wspaniałych młodych ludzi jeszcze nie spotkałam na swojej drodze - obcowanie z nimi to była czysta przyjemność. Jak zwykle trochę zawinili "mądrzy" dorośli...ale nie chce się na ten temat rozpisywać. Odcięta od internetu i cywilizacji po prostu starałam się świetnie bawić. I całkiem dobrze mi to wyszło ;)
Wszystko co dobre szybko się kończy i po powrocie staram się na nowo odnaleźć w moim tak zwanym życiu. Jakby nie patrzeć blog jest jego częścią - tym samym staram się go trochę odgruzować. Nie będzie łatwo to wiem na 100%. Zaległości sobie narobiłam, a do tego zdjęcia moim aparatem mogę robić tylko w ciemno...tak, po zalaniu mojego dziecka wodą wyświetlacz przestał mi działać...ciekawa jestem czy można to jakoś naprawić. W najgorszym wypadku będę cykać w ciemno...zobaczymy czy mam fotograficzne oko i czy mnie krew nie zaleje przy próbach robienia takich zdjęć ;)
Wszystko co dobre szybko się kończy i po powrocie staram się na nowo odnaleźć w moim tak zwanym życiu. Jakby nie patrzeć blog jest jego częścią - tym samym staram się go trochę odgruzować. Nie będzie łatwo to wiem na 100%. Zaległości sobie narobiłam, a do tego zdjęcia moim aparatem mogę robić tylko w ciemno...tak, po zalaniu mojego dziecka wodą wyświetlacz przestał mi działać...ciekawa jestem czy można to jakoś naprawić. W najgorszym wypadku będę cykać w ciemno...zobaczymy czy mam fotograficzne oko i czy mnie krew nie zaleje przy próbach robienia takich zdjęć ;)
To tak tytułem wstępu...jak uda mi się coś cyknąć to pojawi się notka o cudownościach, które dotarły do mnie w okresie lipiec-sierpień...nie było tego jakoś niesamowicie dużo, ale za to wszystko idealnie dopasowane i wyczekane :)
A teraz kilka fotek z wyjazdów...nie mam zbyt wiele widoczków...skupiłam się na twarzach dzieciaków...o tak, fotografowanie młodych ludzi to niesamowite wyzwanie i ogromna satysfakcja :)
Na koniec moja jakże niezgrabna łapa...dobrze, że nie widać do jakiego stanu doprowadziłam pazury...bez komentarze ;)
Na dziś to tyle...jutro mam nadzieję coś się pojawi, ale może być różnie ;) Przydałoby się także nadrobić zaległości na Waszych blogach...dam radę - trochę mi to zajmie, ale będzie cacy. Musi być :P
poniedziałek, 8 lipca 2013
Takie moje...przerwa.
Wiem, nie było mnie przez kilka dni. Wybyłam na Mazury i cieszyłam się otoczeniem, pogodą, towarzystwem. Przed wyjazdem miałam silne postanowienie zaglądać do Was i coś tu u mnie publikować, ale na planach się zakończyło. Mając do wyboru spacer po mazurskich łąkach i siedzenie przy lapciu...wybaczcie wybrałam to pierwsze :) Tak, Mazury kocham całym moim serduchem, na dodatek wybrałam się do miejsca, gdzie spędzałam wakacje w dzieciństwie - ach te wspomnienia i sentyment :)
Mam dla Was kilka zdjęć, które udało mi się wykonać podczas mojego leniwego, przedłużonego weekendu. To tak na szybko, bo fotek jak zwykle zrobiłam dużo...za dużo :P
Było fantastycznie i chętnie wróciłabym na Mazury już dziś. Ale...dziś nie jest to wykonalne, natomiast jutro już tak :) Do 22 lipca zawieszam działanie bloga i poświęcam całą moją uwagę grupie dzieciaków, z którymi spędzę kolonie :) Już się nie mogę doczekać.
Tym samym życzę Wam udanego lipca, odpoczywajcie, nie przepracujcie się i zaglądajcie czasem do mnie, może jakieś starsze wpisy wpadną Wam w oko :) A teraz znikam się pakować (wrrr...jak ja tego nie lubię ;) ).
wtorek, 2 lipca 2013
CELLU CURE kuracja antycellulitowa, Efektima.
Kuracja antycellulitowa od Efektimy będzie dzisiejszym bohaterem notki. To jedna z notek, które miały się pojawić dawno temu, a jakoś weny mi zabrakło. Mazidła do ciała, które mają mi pomóc w walce z cellulitem obecnie należą do moich ulubionych produktów. Nie sądziłam, że kiedykolwiek zmobilizuję się do codziennego smarowania takimi cudami mojego ciałka. Jak się okazuje, wszystko jest kwestią mobilizacji i przyzwyczajenia. Obecnie krótki masaż ud, pośladków czy też brzucha wykonuję dwa razy dziennie, a takie produkty jak CELLU CURE bardzo mi w tym pomagają.
poniedziałek, 1 lipca 2013
Pitu pitu na pazurku z Essie ;)
I kto mi uwierzy, że bez jeszcze kwitnie? No kto? ;) Tak, to kolejna porcja zdjęć, które zaginęły w akcji i dopiero zostały odnalezione. Taka to moja wariacja na lakierach Essie Watermelon i Fiji z małą pomocą błyszczących plastrów - tak to się chyba nazywa. Przyjemnie się to robiło, wymaga trochę cierpliwości, ale efekt końcowy mi się podoba.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
