
Zauważyłyście już zbliżające się święta? Ostatnio szwędałam się ze znajomą po centrum handlowym i w każdym sklepie widoczny jest już świąteczny akcent. A to aniołek, renifer albo bałwanek, błyszczące gwiazdki, pierwsze bombki i girlandy, czerwień połączona ze złotem albo zielenią, piernikowa kawa i babeczka z choinką z masy cukrowej. Na szczęście jeszcze nikt nie wpadł na to, żeby uruchomić Georga Michaela i jego przebój "Last christmas" i Mariah Carey i jej "All I wanto for christmas is you". I nie zrozumcie mnie źle, naprawdę lubię przedświąteczny klimat i sama podśpiewuję te piosenki, ale nie w listopadzie. Trochę za szybko zaczyna się to świąteczne szaleństwo i trochę za długo trwa jak dla mnie. Co nie zmienia faktu, że i ja przygotowuję się już do świąt ;)
Od kilku lat w listopadzie zabieram się za przygotowanie świątecznego piernika. Czemu tak wcześnie? Taki piernik potrzebuje minimum 4 tygodni, żeby dojrzeć ;) A im dłużej leżakuje tym jest lepszy. Tym samym dziś od samego rana zajęłam się piernikową działalnością ;)
Wykorzystuję przepis opisany w książce Ewy Wachowicz "Słodki świat". Jest on sprawdzony i ciasto zawsze wychodzi idealne! I chociaż sama autorka niekoniecznie mnie przekonuje i wzbudza moja sympatię to książka i przepisy w niej zawarte jest naprawdę godna polecenia.
Piernik dojrzewający
Składniki:
- 500 g miodu
- 250 g masła (jak nie mam masła wykorzystuję margarynę)
- 0,5 szklanki mleka
- 3 jajka
- 1 kg mąki
- 1,5 szklanki cukru
- 3 łyżeczki sody
- 150 g orzechów włoskich
- 3 łyżki kandyzowanej skórki pomarańczowej
- 2-3 łyżki przyprawy do piernika
- powidła śliwkowe
Przyznaję, że nigdy nie dodaje kandyzowanej skórki do środka. Za to nie umiem się oprzeć orzechom i zawsze dodaję ich o wiele więcej niż w przepisie :) Nie tylko włoskie, laskowe i migdały o ile mam je pod ręką. W tym roku do mojego domu trafiło mnóstwo orzechów włoskich. Spędziłam kilka godzin na zabawie w wiewiórkę i łuskałam orzechy ;)
Na początek trzeba rozpuścić masło/margarynę w rondelku, pilnując, żeby się nie zagotowało. Dodać cukier, żeby się rozpuścił, ale nie skarmelizował. Następnie wmieszać miód i całość odstawić do ostygnięcia. Jak masa jest już chłodna dodajemy mleko, w którym wcześniej rozpuszczamy sodę. Całość dobrze wymieszać. I następnie po kolei należy wmieszać: jajka, mąkę, przyprawę do piernika. Przyznam się szczerze, że ja dodaje więcej przyprawy. Lubię ten zapach i aromat jaki się unosi podczas pieczenia. Na koniec wrzucam orzechy i dobrze wyrabiam...właściwie to porządnie mieszam silikonową szpatułką ;) Nie radzę wkładać ręki w masę bo możecie w niej "utknąć" ;)
Wychodzi naprawdę gęsta i klejąca się masa, którą wystarczy już tylko przełożyć do kamiennego garnka i pożegnać na 4 tygodnie ;) Garnek z piernikiem musi przebywać w chłodnym miejscu. Ja umieszczam go w najchłodniejszym piwnicznym pomieszczeniu. Garnek przykryty szmatką czeka minimum 4 tygodnie na moją kolejną wizytę ;) Im dłużej leżakuje tym jest lepszy, więc spokojnie można go przygotować wcześniej w jakiejś wolnej chwili.
Po 4 tygodniach piernikowe ciast o przekładam do foremki 23 x 35 cm wysmarowanej masłem i oprószonej bułką tartą (Ewa Wachowicz obsypuje mąką). Piernik wędruje do piekarnika ustawionego na 160 stopni na około 50-60 minut. Upieczony i wystudzony piernik należy przekroić na pół, albo na 3 części (wzdłuż krótszego boku jak podaje Ewa) i przełożyć podgrzanymi powidłami śliwkowymi. Powidłami należy również wysmarować wierzch i boki piernika (ja tego zazwyczaj nie robię). Powidłowego przełożenia daję całkiem sporo, świetny kwaskowaty smak dobrze komponuje się z piernikową słodyczą. I co dalej? Na kolejne 2-3 dni odstawiam do "dojrzewalni". A po tym czasie należy wysmarować piernik polewą czekoladową i posypać orzeszkami (tego tez zazwyczaj nie robię).
Taki jest przepis, a jak mi wyjdzie w tym roku ten piernik? To się okaże pewnie ok. 20 grudnia :) z pewnością pokaże tu swoje piernikowe dzieło ;) Mam nadzieję, że nie zapomniałam o żadnym składniku :D
A wy macie jakieś sprawdzone przepisy na taki piernik? I czy w ogóle tworzycie takie "cudo"? :)
pierwszy raz słysze o dojrzewajacym pierniku, przepis jest dosyc prosty, zastanawiam sie jak to jest ze ciasto sie nie zepsuje przez caly miesiac...
OdpowiedzUsuńPrzed moim pierwszym podejściem do tego piernika miałam takie same myśli :D Najwidoczniej przez 4 tygodnie dobre duszki pilnują porządku ;)
UsuńMam ta ksiażke, a piernik jest swietny!
OdpowiedzUsuńDokładnie! :)
UsuńU mnie na święta raczej się ani nie je ani nie robi/kupuje piernika :) Co do świątecznych piosenek - również je uwielbiam, jednak wiadomo że w listopadzie nie będą miały 'tego czegoś' :)
OdpowiedzUsuńTak coś czuję, że pod koniec listopada radosne zimowe piosnki będą już wszędzie ;)
OdpowiedzUsuńUwielbiam pierniki, zapach piernika i wszystko co z nim związane!
OdpowiedzUsuńWitam koleżankę z Bangli ;)
I bardzo się cieszę, że OS'y przypadły do gustu ;)
Te nowe OS'y są genialne, jeszcze raz dzięki za info o nich! :)
Usuńobserwuję i zapraszam do siebie!;)
OdpowiedzUsuńZostałaś otagowana :)
OdpowiedzUsuńhttp://lakierkowe-szalenstwo.blogspot.com/2012/11/podwojnie-otagowana.html
Uwielbiam pierniki ;)
OdpowiedzUsuńAle o takim jeszcze nie słyszałam ... muszę przemyśleć sprawę, może i ja zrobię takowy w tym roku :)
...
Zapraszam po odbiór wyróżnienia :)
http://kraina-testow.blogspot.com/2012/11/liebster-blog.html#more
Jestem bardzo ciekawa co to będzie za piernik! :) I szczerze mówiąc, nie bardzo mi się podoba, że 'przeżywamy' Święta już od początku listopada, chyba też i przez to tracą swój urok...
OdpowiedzUsuńLubię piernik czy pierniczki, ale nigdy nie czekałam aż tyle czasu. Chociaż wiem, że powinien odstać ;). A na świąteczne ozdoby staram się nie zwracać uwagi. Bo nie wiem czy je wgl spędzę w tym roku.
OdpowiedzUsuń